Rynek pracy

computer-976049__340Czasy się zmieniają, a rynek pracy wraz z nimi. Niektóre zawody znikają, a na ich miejsce powstają nowe. Budując swoją karierę, warto wiedzieć, jacy specjaliści okażą się potrzebni w przyszłości.  Wiedzę o rewolucjach, jakie nastąpią na rynku pracy, można czerpać z obserwowania przemian dokonujących się już dziś. Przykładowo: dzięki temu, że wzrasta świadomość konieczności ochrony środowiska, a w związku z tym firmy zaczynają wykorzystywać ekologiczne rozwiązania, można być pewnym, że za kilka czy kilkanaście lat karierę zrobią ludzie zajmujący się produkcją przyjaznych naturze urządzeń.  Podkreślanie roli technologii w życiu człowieka już dawno stało się banałem, ale można być pewnym, że w przyszłości jej wpływ jeszcze się powiększy. Dlatego producenci sprzętu i oprogramowania, serwisanci, a także administratorzy sieci, graficy i webmasterzy ludzie, których kariera zawodowa będzie się stale rozwijać.  Coraz bardziej popularne stają się także usługi dość nietypowe. Dekoratorzy wnętrz, organizatorzy ślubów, fizjoterapeuci i opiekunowie psów są zalewani zleceniami. Zapotrzebowanie na ich usługi wiąże się ze zmieniającym się stylem życia oraz coraz większymi potrzebami konsumentów.  Niektóre zawody łączą sie i przekształcają, w wyniku czego powstają nowe specjalizacje. Mechatronik – mechanik, elektronik i informatyk w jednym, to pracownik potrzebny przy komputerowej diagnostyce samochodów czy przy obsłudze urządzeń medycznych. Sklepy natomiast zatrudniają od niedawna „mystery clientów”, czyli ludzi, którzy udając zwykłych kupujących, sprawdzają jakość obsługi w filiach danej sieci.  Powyższe zawody stają się popularne już dziś, a w ciągu najbliższych lat jedynie ugruntują swoją pozycję. Jednak na pytanie, jak będzie wyglądała praca w czasach bardziej odległych, odpowiedzi mogą brzmieć o wiele bardziej fantastycznie.

Poszkodowani w pracy

cog-790217__340Czasami zdarzają się różnego rodzaju nieszczęścia. Bywa, że sprawcą jest los, ale często jest to czyjaś wina. Rzadko zamierzona, chociaż i tak się zdarza.  Gdy zdarzy się tragiczny wypadek, osoby poszkodowane, nie dość że mają ogromne bezpośrednie problemy, to jeszcze najczęściej muszą zmierzyć się z bezdusznością urzędników i bezwzględnością systemu, który jest przecież o wiele silniejszy.  W przeważającej ilości przypadków, poszkodowani nawet nie wiedzą o możliwościach, których nie wykorzystali. Zamierzam przestawić w kolejnych artykułach przypadki zakończone częściowym, bo jednak smutnym sukcesem.  W 2005 roku, na strzeżonym przejeździe kolejowym, pociąg zmiażdżył samochód zabijając na miejscu kierowcę, który osierocił trójkę uczących się dzieci. Praktycznie biorąc, był jedynym żywicielem rodziny, jako że żona zajmowała się przede wszystkim domem i dorabiała w pobliskim sklepie za minimalną płacę.  Jego śmierć to nie tylko tragedia dla rodziny, ale również drastyczne pogorszenie sytuacji materialnej.  Czy w takiej sytuacji można jakoś sobie poradzić? Za granicą, a przede wszystkim w USA, gdzie prawo, a właściwie cały aparat prawniczy, są po stronie poszkodowanych, odszkodowania w takich przypadkach bywają ogromne. A w Polsce? Często nic albo kilka tysięcy na odczepnego. Zwłaszcza, że załamani ludzie nie mają siły na dochodzenie swoich praw, a nawet o nich nie wiedzą.  W tym przypadku sprawa trafiła przypadkowo w ręce specjalisty. Mimo to boje z PKP trwały ponad dwa lata. Podstawowym punktem obrony PKP, był sam fakt wjechania na przejazd. Jeśli wjechał i zginął, to znaczy że nie zachował należytej uwagi, czyli jego wina. To że szlaban był otwarty, pociąg zasłonięty przez budynek kolejowy, a nieświadoma nadjeżdżającego pociągu dróżniczka pokazywała wolny przejazd, to przecież sprawy drugorzędne.  Ostateczny wynik, jak na polskie warunki zakończył się spektakularnym sukcesem. Rodzina zabitego otrzymała 170.000 złotych odszkodowania. Czy to dużo? Bardzo dużo, gdy nie ma środków na życie. Bardzo mało, jeżeli uwzględnić to co utracone i nieprzeliczalne.  Czy była to trudna sprawa? – zwracam się do mecenasa Pawła Rybińskiego, który prowadził tą sprawę.  Jak każda sprawa tego typu na pewno trudna nie tylko z ludzkiego (śmierć człowieka jest zawsze trudna do zaakceptowania) ale również z prawniczego punktu widzenia. Trzeba bowiem precyzyjnie określić jakie wymierne finansowe skutki wiążą się z tego typu zdarzeniem dla rodziny zmarłego. Należy pamiętać, że precyzyjne ich wykazanie, w tym pogorszenia się perspektyw życiowych zony i dzieci zmarłego, pozwala w dalszej kolejności udowodnić swoje racje przed sądem i doprowadzić do zasądzenia odszkodowania.  Czy w porównaniu z innymi podobnymi sprawami kwota odszkodowania jest niższa, wyższa czy porównywalna?  Kwoty zasądzone w tym wypadku odpowiadają innym wypadkom z którymi miałem do czynienia. Można przyjąć, mówię to z własnej praktyki, kwoty odszkodowań zasądzanych z roku na rok ulegają zwiększeniu.  Jak Pan ocenia – czy wiele podobnych spraw mogło by dać o wiele większy efekt?  Zdecydowanie. Rośnie bowiem praktyka sadów w orzekaniu w takich sprawach. Jednocześnie ubezpieczyciele częściej uginają się przed groźbą procesu sądowego.  Czy nie uważa Pan, że wielu ubezpieczycieli czy winowajców wypłaca znacznie mniejsze odszkodowania niż powinni, ograniczając się do pokrycia wyłącznie bezpośrednich strat związanych z naprawą pojazdu?  Ponownie odwołam się do praktyki. Kwoty zasądzane są niejednokrotnie wielokrotnie wyższe niż oferowana przez towarzystwa ubezpieczeń w „pierwszym odruchu współczucia”.